fbpx
Z OSTATNIEJ CHWILI!
22 Październik, 2019
Warszawa
17 ° C
Do góry
Image Alt

SC Beauty Magazine

Cała prawda o filtrach….cz.1

Coraz więcej pojawia się doniesień o zaprzestaniu stosowania filtrów na rzecz umiarkowanego korzystania ze słońca. Jaka jest prawda? Czy filtry są aż tak szkodliwe?

Okres letniego wypoczynku to również czas zwiększonej ekspozycji na promieniowanie UV. Obecne czasy to powrót do fotofobii i jasnej karnacji. Producenci kosmetyków przyciągają klientów coraz lepszymi hasłami marketingowymi informującymi o 100% bezpieczeństwie przed promieniowaniem UV. A jak jest naprawdę? Co lepsze: gruby film kosmetyku czy chwila relaksu w pełnym słońcu. 

Czym jest światło słoneczne?

Zanim przejdziemy do podsumowania, przyjrzymy się pozytywnym i negatywnym aspektom promieniowania UV. Światło słoneczne to mieszanina promieni widzialnych (40%) 59% podczerwonych oraz 1% promieniowania UV. Pośród tych ostatnich wyróżnić można 3 zakresy: UVA (320-400nm), UVB (280-320nm) oraz UVC (200-280nm).

Z punktu widzenia kosmetologa najgorsze jest to pierwsze. Promieniowanie UVA, które przenika do skóry właściwej inicjuje procesy wolnorodnikowe i tym samym uszkadza włókna kolagenu i elastyny. Dermatolodzy zapewne bardziej obawiają się promieniowania UVB bo to ono wywołuje bezpośrednie uszkodzenie komórek i przyczynia się do powstawania mutacji i procesu nowotworowego. 

Mowa dokładnie o mutacji genu p53. Tak czy owak, kilka lat temu narodziła się misja ochrony skóry przed słońcem.

I tutaj producenci mieli pole do popisu. Zaczęli wprowadzać substancje mające zdolność ochrony przed wnikaniem promieniowania UV.

Współczesne kosmetyki dostępne na rynku posiadają w składzie dwie grupy filtrów, które różnią się między sobą mechanizmem działania:

  • filtry fizyczne, mające zdolność odbijania promieniowania UV;
  • filtry chemiczne, mające zdolność absorpcji promieniowania UV.

Które z nich są bardziej bezpieczne? Jeszcze do niedawna bezspornie uważano, że mineralne to te, które są najbardziej bezpieczne. W końcu nie wnikają w głąb skóry i nie szkodzą w żaden sposób. Wszystko by było fantastycznie, gdyby nie pewne negatywne aspekty stosowania dużych mineralnych cząsteczek. W tej grupie substancji, pigmentów o wielkości cząsteczek 200-300 mm, odnajdziemy m.in.: dwutlenek tytanu i tlenek cynku. Pigmenty, ze względu na znacznie większe cząsteczki, oprócz promieniowania UV rozpraszają również światło widzialne i stąd efekt bielonej skóry. Nowa technologia, czyli proces mikronizacji, zniwelowała niedoskonałość tych substancji. Co się okazało, małe rozmiary cząstek mogą powodować obniżenie stabilności produktu. Z tego powodu do produktu zaczęto wprowadzać produkty antyzbrylające, których celem jest zapobieganie tworzeniu się większych agregatów.  

Dwutlenek Tytanu (Titanium Dioxide) efektywnie odbija promieniowanie UVB i zapewnia dość wysoką ochronę w zakresie UVA. Właściwości adsorpcyjne dwutlenku tytany powodują stopniowe zmiany właściwości produktu, stąd musi być on modyfikowany (już w trakcie procesu produkcji) tlenkiem krzemu lub glinu, aby zapobiec aglomeracji. Niestety po indukcji promieniowaniem UVA nanocząsteczki indukowały powstanie wolnych rodników i pojawiły się olbrzymie wątpliwości dotyczące akurat tego składnika w kosmetykach ochrony przeciwsłonecznej. Takie gorące dyskusje toczą się od jakiegoś czasu i nadal prowadzone są badania dotyczące zdolności penetracyjnych nanocząsteczek.

Jeżeli chodzi o filtry chemiczne, absorbują one promieniowanie w zakresie 290-320 nm. Występują tu dwie trzy grupy związków: filtry UVA, UVB oraz szerokozakresowe.

W filtrach chemicznych anty UVB najczęściej stosowane są pochodne kwasu p-aminobenzoesowego, kwasu p-metoksycynamonowego, kwasu salicylowego oraz kamfory.

Kwas p-aminobenzoesowy (PABA) to jeden z najstarszych filtrów. Obecnie stosowana jest jego pochodna oksyetylenowa (PEG-25 PABA) o właściwościach hydrofilowych. Dzięki wiązaniom wodorowym substancja wiąże się z proteinami keratynocytów. Niestety pochodne PABA mogą wykazywać alergie.

Pochodne kwasu p-metoksycynamonowego (Octyl Metoxycinnamate, Isoamyl p-methoxycinnamate) są selektywnymi filtrami przeciwsłonecznymi; pochłaniają promieniowania szczególnie przy długości fali 308nm. Zazwyczaj są bardzo dobrze toleraowane. Jak zapewne zauważyliście na opisie INCI, najczęściej występuje Parsol MCX (Octyl Methoxycinnamate) jest obecnie jednym z najbardziej popularnych filtrów.

Pochodne kwasu salicylowego występują jako: salicylan oktylu (Octyl Salicylate) oraz ester trimetylocykloheksylowy (Homosalate). Są dosyć stabilne. Wyjątkowo nie penetrują warstwy rogowej naskórka. 

Pochodne kamfory są stabilne. Przodującym związkiem jest Eusolex 6300 jest to 3-(4-metylobenzylideno)-kamfora. Ważnym, a zarazem niepokojącym doniesieniem jest informacja, że związek ten jest silnie estrogenowy, może przenikać do mleka matek i stanowić zagrożenie dla zdrowia niemowląt.

W grupie filtrów chemicznych anty UVA najczęściej wykorzystywane są pochodne dibenzoilometanu oraz benzylidenokamfory. 

Butylometoksydibenzoilometan (Butyl Methoxydibenzoylomethane) występuje pod nazwą handlową Parsol 1789 lub Avobenzon. Niestety wykazuje on małą stabilność i może powodować fotoalergie. Jego pochodna to Mexoryl SX (Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid). Jest on bardzo stabilny.

Ostatnia grupa filtrów szerokozakresowych, to związki o nazwie benzofenonów. W kosmetykach stosowane są trzy benzofenony (3,4,5) ich nazwa INCI to (Benzophenone-3, Benzophenone-4, Benzophenone-5). Niestety związek ten wchłania się przez skórę i jest wydalany z moczem.

W kolejnym artykule opiszemy Wam jak te związki wpływają na skórę i postaramy się odpowiedzieć na pytanie co lepsze: słońce czy kosmetyki?