fbpx
23 Wrzesień, 2019
Warszawa
10 ° C
Do góry
Image Alt

SC Beauty Magazine

Generacja Y w salonie kosmetycznym

Wszechobecny kryzys ekonomiczny, który mimo zapewnień wielu polityków dotarł również do Polski, nie wpływa sytuację na rynku pracy. Pracodawcy skarżą się na rosnące koszty pracy hamujące rozwój, a pracownicy narzekają na brak perspektyw, niskie zarobki, duże bezrobocie i kiepskie warunki zatrudnienia. I kiedy mogłoby się wydawać, że jedynym rozwiązaniem sytuacji jest przerwanie tego zamkniętego kręgu absurdów okazuje się, że na czołówkę wychodzi teza o tajemniczym pokoleniu Y, którego jedyną zaletą jest to, że jasno stawia żądania. Generacja Y: młodzi, wykształceni, krnąbrni i bardzo wymagający, mimo braku doświadczenia.

Czy pokolenie Y to nowy miejski mit, który maskuje realne problemy, a może współczesny standard opisujący nowych pracowników dumnie wkraczających na rynek pracy? Trudno jednoznacznie ocenić, bo zdarza się, że opowieści o młodych „Y” doskonale pasują do potencjalnych pracowników pojawiających się na rozmowach kwalifikacyjnych, również w salonach kosmetycznych.

Czym charakteryzuje się Y?

Statystyczny Y jest młody, wykształcony i przekonany o swojej wyjątkowości. Już na studiach wpajali mu, że zdobędzie świat, bo…studiuje. Nieważne czy płaci za czesne, ważne, że od czasu do czasu pójdzie na wykład i podpisze listę. Y uważa, że dyplom zapewni mu sukces. Bardzo często zajmuje się samą „nauką”, bo na pracę i zdobywanie doświadczenia ma jeszcze czas. Kiedy wreszcie kończy studia zaczyna rozglądać się za pierwszą pracą. Gardzi półśrodkami, a skóra, fura i komóra to podstawa, bez której nie wyobraża sobie życia. Oczekuje przynajmniej 3 tysięcy „na rękę”, bo nie po to kończył studia, żeby pracować za marne grosze. Świetnie odnajduje się w „globalnej wiosce”, pełnymi garściami czerpie z nowych technologii, lubi się rozwijać, bywa niecierpliwy, kocha wyzwania, ale nie jest lojalnym pracownikiem. Pracodawców traktuje jak partnerów, którzy wiedzą od niego „trochę więcej”, bardzo często nie uznaje autorytetów. Bywa prawdziwym wyzwaniem dla miłośników sformalizowanych struktur.

Jak radzić sobie z niepokorną generacją?

Aby zrozumieć mechanizmy kierujące takim człowiekiem należy odnieść się do tego, w jakich realiach się obracał i w jakich chciałby żyć. Możemy rozprawiać na temat tego, że żądanie godziwej płacy nie jest żadną fanaberią, ale musimy mieć świadomość, że od USA dzieli nas nie tylko ocean, a i tam mają przecież swoje smutne historie jak choćby bankrut Detroit. Społeczno-medialna papka i kreowana rzeczywistość sprawia, że młodzi ludzie dochodzą do błędnych wniosków. Niestety sam papierek nie gwarantuje sukcesu, a wiedzą o tym przede wszystkim ci, których praca jest mierzalna: kosmetyczki, kosmetolodzy, fryzjerzy, wizażyści pracują po to, aby osiągnąć zamierzony efekt. Brak efektów jest jednoznaczny z brakiem klientów, co przekłada się na potencjalną klęskę finansową.

Ciężko wyobrazić sobie, aby zapędy generacji Y mogły znaleźć ujście w salonach kosmetycznych. Górnolotne idee lądują na bruku w starciu z rzeczywistością. To prosty mechanizm: jeżeli nie masz nic do zaoferowania, a twoje dotychczasowe osiągnięcia wypadają wybitnie blado, jakim prawem wymagasz więcej niż ludzie ciężko pracujący na swój sukces? Y może być świetnym pracownikiem, bo jego kreatywność i odwaga potrafią wnieść świeżość w każdy biznes. Potrzebuje jednak mentora, który poprowadzi go za rękę i jasno wyznaczy cele. Nie jest łatwo ocenić jak wielu pracodawców będzie chciało poświęcić swój czas i energię na okiełzanie przedstawiciela niepokornej generacji. Kiedy opadnie pył pierwszych starć z wymogami rynku może dojść do sytuacji, w której Y pokornie złapie za mopa i bez zażenowania posprząta salon kosmetyczny, bo uzna to za konieczność. Nawróceni „anarchiści” mają jeszcze szansę na uniknięcie przyjęcia do grona wiecznie rozczarowanych.