fbpx
Z OSTATNIEJ CHWILI!
15 Grudzień, 2019
Warszawa
6 ° C
Do góry
Image Alt

SC Beauty Magazine

Kompetentny kosmetolog, czyli cechy profesjonalisty w gabinecie

O tym, że zawód kosmetologa wymaga ciągłego samokształcenia i samodoskonalenia… wiemy! O tym, że nasz gabinet, to nasza wizytówka… wiemy! O tym, że klient przychodzi do gabinetu w nikłym procencie tylko po to, by upiększyć ciało, ale w dużo większym procencie, po to, by oczyścić duszę i… poplotkować z nami… wiemy! O tym, że mamy być kompetentni… wiemy! Ale, zaraz, bo co to właściwie oznacza „kompetentny” w tak zawirowanej branży jaką jest kosmetologia?

Zaglądając do encyklopedii, można znaleźć kilka definicji tego słowa, ponieważ kompetencja pogrupowana jest tam na kilka rodzajów; m.in. kompetencja językowa to znajomość zasad i reguł rządzących językiem, którym się posługujemy oraz wykorzystywanie tej wiedzy w praktyce, kompetencja komunikacyjna to umiejętność posługiwania się językiem w zależności od sytuacji i rodzaju relacji z drugim człowiekiem, a kompetencja kulturowa to umiejętność używania danych wzorców kulturowych, które występują w określonej społeczności. To tyle teorii. I co ważne – nie ma w niej miejsca dla „suchej” wiedzy. Nawet z teorii wyniknęła praktyka. Kompetentny, to ten który umie powiedzieć i w odpowiedni sposób doradzi, jaki kolor czerwieni będzie pasował do ust pani o urodzie typu jesień, ale nie tylko będzie znał zasady i reguły. Wszystko to słowa – mówienie, kontakt z drugim człowiekiem. To właśnie ten kontakt świadczy o profesjonalizmie, o poziomie naszej wiedzy i w końcu o naszym poziomie kompetencji.

Każdy, kto dobrnął do tej części artykułu (za co gratuluję), zapyta teraz: „To kompetencja to tylko mówienie prostym językiem i nawet nie zawsze z głoszeniem tak trudno zdobywanej w naszym zawodzie wiedzy?” Odpowiem bez wahania: „TAK!”. Mówienie z klientem nawet o „niczym” (jakby się mogło wydawać), ale w odpowiedni sposób już świadczy o naszym poziomie kompetencji. Dlaczego? Bo jest to bardzo trudne, aby – podczas procesu uczenia się i szlifowania tak zawiłej gałęzi nauki jaką jest kosmetologia – nie okazać się doktrynerem wygłaszającym nic nie znaczące teorie z zakresu medycyny, patofizjologii czy alergologii. Ważne, by pamiętać, żeby rozmawiać z człowiekiem, a nie mówić do niego, aby słuchać, a nie tylko słyszeć, aby skomplikowane stwierdzenia przekształcać w proste zdania. Wtedy będziemy ekspertami, a nie… ”teoretykami”.

Najwytrwalsi, którzy dotarli do tego akapitu (tym bardziej gratuluję), zapytają: „Jak to zrobić?”. A ja na nic więcej nie mam ochoty jak tylko w sposób krótki, jasny i klarowny udzielić krótkich, jasnych i klarownych trzech rad. Oto one:

1. Nie krzycz, że jesteś fachowcem. Mów prostym językiem, nie szukaj słów, które twój klient być może usłyszy pierwszy raz w życiu, bo nie będzie miał odwagi zapytać, co to oznacza i twoja 20-minutowa wypowiedź okraszona fachowym słownictwem będzie tyle warta, co nasz zeszłoroczny majowy śnieg. Zostaniesz w oczach klienta fachowcem w swojej dziedzinie, tylko w jednej sytuacji. Tylko w jednej! Mianowicie – gdy on zrozumie, co do niego mówisz.

2. Bądź autorytetem. Miej dystans do własnych poglądów. Załóżmy, że jesteś na stadionie narodowym. Rozgrywa się mecz. Niecodzienne reguły, ponieważ w meczu może wziąć udział każdy, kto ma ochotę. Za bardzo nie chcesz być po jednej ani po drugiej stronie, bo uważasz, że oba zespoły nie grają do końca fair. Może któremuś z nich bardziej jesteś przychylny, ale wolisz się nie ujawniać, bo zaraz zostaniesz „zaszufladkowany”, czyli przebrany w barwy drużyny, wobec której okazałeś aplauz. Tym samym zostajesz zagorzałym wrogiem tych drugich. Nie chcesz być wiernym przyjacielem, nie chcesz być też wrogiem. Co robisz? Nie wychodzisz na boisko. Siedzisz na trybunach… i patrzysz, obserwujesz, słuchasz. Możesz pokibicować. I na tym koniec.

Nie pytany – nie odpowiadasz. To do ciebie potem przyjdą zapytać o opinię na temat wydarzeń na boisku, to ciebie będą słuchać jedni i drudzy, bo przecież nie zadeklarowałeś się, a jednak meczem byłeś zainteresowany. Nie zapytają o opinię (chcąc obiektywizmu) kogoś kto zapocony, w koszulce, spodenkach, bokserkach i włosach koloru „swojej” drużyny wykrzykiwał niecenzuralne epitety na jednych, patrząc załzawionymi oczami ze splecionymi dłońmi w drugich. I tak właśnie powinniśmy się zachować, gdy ktoś nas pyta o opinię. Owszem, mamy swoje zdanie, ale wypowiedziane spokojnie, bez emocji, lecz z konstruktywną argumentacją (np. fakty, badania naukowe) będzie brane pod uwagę. Nie podkreślajmy, że nasza opinia jest jedynie słuszna, ale, że jest jedną z wielu, jakie można mieć na dany temat. Taka postawa pozwoli naszym słuchaczom na głębszą analizę tego, co mówimy i… pokaże, że jesteśmy kompetentni.

3. Zostań na chwilę aniołem. A niech twoją największą cnotą będzie anielska cierpliwość… w sytuacjach spornych, np. między dwoma klientami, między klientem a twoim pracownikiem, między twoim pracownikiem a przedstawicielem marki kosmetyków, który właśnie odwiedził twój salon (pamiętaj, że publiczność, czyli klienci, słucha uważnie). Oni się kontrargumentują, wręcz rzucając w siebie mało konstruktywnymi wypowiedziami. Zaczynają się zachowywać niestosownie. Co robisz? Stosujesz z pełnym namaszczeniem zasadę pierwszą i drugą oraz… jesteś cierpliwy. Nie podnosisz brwi, nie wyginasz ust w grymas, nie wzdychasz (to nie randka). Czekasz… może spór się rozwiąże bez twojego udziału. To byłoby najlepsze dla ciebie, biorąc pod uwagę, że masz obserwatorów w postaci klientów, na których przecież ci zależy. Jeśli jednak widzisz, że jeden z uczestników sporu zbliża się powoli do lustra, pod którym leżą ulubione (bo największe) nożyce twojego fryzjera, a drugi ma ochotę odłączyć od kontaktu lampę Tiffaniego, stojącą na stoliku kawowym, na którą wydałaś kilka swoich pensji, włącz się do relacji, nie włączając się do dyskusji; poproś, by rozmówcy załatwili sprawę poza twoim miejscem pracy. Masz do tego pełne prawo, a gdy taki spór nabiera „rumieńców”, wtedy nikt nie ma ochoty go słuchać i z pewnością będziesz wyrazicielem opinii wszystkich, jeśli poprosisz spokojnie ale stanowczo o zmianę tonu rozmowy lub miejsca. Warto jednak pamiętać, że cierpliwość w takich sytuacjach (to ma styczność z drugą zasadą: trzymaj się trybun bez wychodzenia na boisko), to często jedyne wyjście. I na koniec… to wcale nie musi być spór ani kłótnia. Czasami rozmowa toczy się w takim kierunku, że masz ochotę wykrzyczeć swoje zdanie na całą okolicę, która otacza twój gabinet. I wtedy właśnie zamilknij. Odjedź myślami daleko… do smaku konfitur twojej babci, którymi dzisiaj wieczorem się objesz, do wakacji, które w końcu się zmaterializują bądź do tysiąca innych miłych rzeczy, które masz w pamięci, ale czekaj cierpliwie na szczęśliwy koniec akcji bez twojego udziału. Opłaci się.

Najprościej dawać rady, siedząc przed okiem monitora w cichym pokoju, popijając herbatę. Może ktoś tak pomyśli. I będzie miał rację. Jednak te „wskazówki” są konsekwencją życiowych doświadczeń, sytuacji nie zawsze zakończonych sukcesem, ale być może dlatego tak zapamiętanych. I tak pewnie nazwanych „radami”. Życzę doświadczenia życiowego, którego nie podyktują porażki, lecz same sukcesy. Życzę Wam. I sobie.