Z OSTATNIEJ CHWILI!
23 Apr, 2019
Warsaw
19 ° C
Do góry

Maseczka ze ślimaków?

Wygląda na to, że w  pogoni za piękną, promienną i młodą skórą, jesteśmy skłonne zrobić wszystko. Były już zabiegi wstrzykiwania krwi pod skórę czy płonące żywym ogniem maseczki. Teraz pojawił się nowy trend – pełzające po twarzy ślimaki! 

Dla jednych to urzeczywistnienie najstraszniejszych koszmarów, dla innych – kuracja dość przyjemna, a przede wszystkim przynosząca zaskakujące efekty. Zabieg właśnie wchodzi do oferty japońskiego salonu  Ci:z.Labo w centrum Tokio i już wzbudza ogromne zainteresowanie zarówno klientów jak i mediów. 

Na czym polega ta kontrowersyjna „maseczka”? 

Po uprzednim dokładnym oczyszczeniu twarzy klienta, specjalista kładzie na nią kilka żywych ślimaków, które przez 60 minut pełzają po twarzy w dowolnych kierunkach, zostawiając na niej wydzielany przez siebie śluz. Osoba przeprowadzająca zabieg cały czas monitoruje mięczaki tak, by nie pozwolić im przedostać się zbyt blisko okolic ust czy oczu. Po upływie godziny zwierzęta są odkładane do odpowiednio przygotowanego pudełka, a klientowi funduje się na koniec masaż twarzy oraz zabieg impulsami elektrycznymi. Wszystko po to, by dokładnie rozprowadzić śluz po całej twarzy i wprowadzić go w głąb skóry. Na koniec nakłada się krem, również na bazie wydzieliny produkowanej przez ślimaki dla podtrzymania efektu.

Co daje taki zabieg?

Okazuje się, ze śluz wydzielany przez ślimaki to istny eliksir młodości, gdyż zawiera najróżniejsze proteiny i antyoksydanty oraz, co najważniejsze, nieoceniony w walce o młodą skórę, kwas hialuronowy. Taki bogaty koktajl wspaniale nawilża cerę, zmniejsza stany zapalne oraz usuwa martwe komórki naskórka. Ponadto, ślimakowy zabieg pomaga również w gojeniu się skóry uszkodzonej przez promienie UV. Jego pomysłodawcy liczą głównie na klientów, którzy latem odwiedzają pobliską górę Fudżi gdzie są narażeni na oparzenia słoneczne.

A co na to obrońcy praw zwierząt?

Mogą spać spokojnie. Ślimaki „wykonujące” zabieg żyją w prawdziwych luksusach i żywią się zdrowymi oraz smacznymi roślinami – marchewka i szpinak to tylko niektóre przysmaki z ich bogatego jadłospisu. Można śmiało powiedzieć, że prowadzą one życie prawdziwych celebrytów, stąd najprawdopodobniej nazwa zabiegu – Celebrity Escargot Course  (Trakt Ślimaków – Celebrytów).

Znane nie od dziś

Choć metoda wydaje nam się być najnowszym hitem, to jednak zdrowotne właściwości ślimaków znane są już od czasów Starożytnej Grecji. Podobno Hipokrates polecał mieszankę z rozdrobnionych ślimaków i kwaśnego mleka do zwalczania stanów zapalnych skóry. Choć brzmi to dość nieprzyjemnie, to jednak jest w tym sporo prawdy. Ciało ślimaka jest bardzo delikatne, tym samy narażone na uszkodzenia, więc zwierzęta te musiały nauczyć się szybko regenerować tkankę, by móc przemierzać odległości w poszukiwaniu pożywienia czy schronienia. Stąd obecność kwasu hialuronowego, protein i antyoksydantów w mazi, którą pozostawiają za sobą te mięczaki.

Drogocenne właściwości śluzu ślimaków już teraz wykorzystuje się w wielu kremach i serum do twarzy. Stały się one niezwykle popularne w Japonii i Korei Południowej w ciągu ostatnich dwóch lat,  dlatego możemy podejrzewać, że także i ślimakowy zabieg wzbudzi w azjatyckich klientach sporo entuzjazmu. Czy jest szansa, iż z czasem przypadnie on do gustu również przyzwyczajonym do bardziej tradycyjnych rozwiązań Europejczykom? Czas pokaże.  A ty? Czy poddałabyś się takiej kuracji? W końcu – do odważnych świat należy!

Źródła:

www.telegraph.co.uk

www.nation.co.pk

www.huffingtonpost.co.uk