fbpx
17 Sierpień, 2019
Warszawa
15 ° C
Do góry
Image Alt

SC Beauty Magazine

Proste włosy ucieleśnieniem ideału Afroamerykanek…

Włosy są dla kobiet bardzo ważnym elementem wyglądu. Wiele mówią o noszącej, definiują jej kobiecość, wyznaczają status społeczny. Wzbudzają zaufanie, dodają powagi, subtelności, rozwagi, szaleństwa – zależnie od tego jak będą wyglądać. 

W świadomości Afroamerykanek chęć dążenia do całkowicie prostych włosów pojawia się już w okresie dzieciństwa. Dzieci nie bez przyczyny są największymi ofiarami mody. To już ciemnoskóre  nastolatki podążające za trendami stawiają na równi modny wygląd i proste włosy.

Cały ten temat powinien zaczynać się od jednego sformułowania- „GOOD HAIR”. Pojęcie to powinno być kojarzone chociażby z Tyrą Banks, która wyprodukowała cykl nagrań dotyczących chorobliwej gonitwy Afroamerykanek za idealnie prostymi włosami. Ale co to jest „GOOD HAIR”? To właśnie włosy idealne- miękkie, lśniące, układające się, lekko lejące. To włosy kobiet rasy kaukaskiej, Latynosek, Hindusek, a nie jak mogliśmy podejrzewać Europejek. To są właśnie włosy, o jakich od dzieciństwa śnią czarnoskóre kobiety. Skąd to marzenie? Otóż, taki ideał  wpajają małym dziewczynkom mamy, środowisko i mass media. 

Na uzyskanie zadowalającego efektu kobiety w USA wydają rocznie miliony dolarów, kwota ta stanowi 80% całych dochodów usług fryzjerskich. Afroamerykanki są tak zdeterminowane, że potrafią zapożyczać się byle tylko spełnić swoje marzenia o idealnych włosach. O tym fakcie wspomniała właśnie czarnoskóra modelka Tyra Banks, w jednym z talk show. 

Jak wiele Afroamerykanki potrafią zrobić dla wymarzonej fryzury obejrzeć możemy na popularnych stronach internetowych. Z zamieszczonych tam tutoriali dowiemy się jak duża ilość pianki, żelu, lakieru, sprayu, oliwki bywa potrzebna do uzyskania odpowiedniego efektu. Aby dokładnie zrozumieć zagadnienie odsyłam do filmu dokumentalnego Chrisa Rocka. On to zdecydował się nakręcić film o zjawisku „good hair” zaraz po sytuacji, kiedy jego dwuletnia córka zapytała bez ogródek: Tatusiu, dlaczego ja nie mam dobrych włosów? Autor poświęcił prawie dwa lata na zagłębienie się w ten temat i poznanie go jak najlepiej.

Proste oraz lśniące włosy są niejako oznaką statusu społecznego. Traktuje się je jako zadbane i zdrowe. Mylnie jest twierdzenie, że uzyskanie pożądanego efektu wymaga dużego nakładu finansowego oraz czasu wygospodarowanego na ich pielęgnacje. Stąd błędne bywa myślenie, że ten, kto ma czas na takie czasochłonne, drogie zabiegi, należy do klasy zamożnej. A to właśnie ten powód staje się motorem do działania Afroamerykanek. Uważają iż zmieniając swój wizerunek wpłyną na odbiór swojej przynależności społecznej. 

Skąd taka postawa? Jeszcze z czasów niewolnictwa, gdzie osoby o prostszych, lśniących włosach otrzymywały dodatkowe przywileje. Mogli zamieszkać w domu swojego Pana i nierzadko liczyć również na możliwość edukacji. Jak widać, historyczne aspekty na dobre zagnieździły się w ludzkiej świadomości. 

W zrozumieniu tego zagadnienia polecam przyjrzeć się kanonom piękna przedstawionym na obrazach czy rzeźbach różnych epok. Kleopatra miała krótkie, czarne, gładkie, idealnie proste włosy. Inne kobiety ze starożytności posiadały je lekko falowane, ale takie, że było można je spiąć i zaczesać. Panie kojarzone ze średniowieczem, renesansem, barokiem również zachwycały gładkimi, idealnie zaczesanymi, spiętymi z tyłu włosami. Kojarząc podane tu fakty dużo łatwiej zrozumieć opisywane zjawisko „good hair”.

Kręcone włosy, podobnie jak rude w Europie, mogą stać się przyczyną gorszego traktowania na etapie edukacji szkolnej. Małe dziewczynki, które nie starają się ujarzmić swoich kręconych pukli są uświadamiane iż posiadają „bad hair”. Wspomniana nagonka doprowadza do takich działań jak chemiczne prostowanie włosów pastami, kremami, bądź innymi specyfikami już u małych dzieci. Okazuje się, że pogoń za prostymi włosami dała podwalinę pod potężny biznes. Co sprytniejsi Hindusi wybierają ścięte włosy ze świątyń, pozostawiane jako ofiara dla Boga, i później sprzedają je za tysiące dolarów. Natomiast czarnoskóre kobiety celowo wiążą się z mężczyznami innej rasy tylko po to, aby ich dzieci miały szansę na tak upragnione przez nie same „good hair”

Ciekawostką, jaką można poznać podczas oglądania filmu Chrisa jest ujawnienie wspólnego fetyszu Afroamerykanów. Mianowicie uwielbiają chwycić kobiety za włosy w trakcie aktu miłosnego. Wynika to poniekąd z faktu, że na co dzień nie mogą dotykać prostowanych włosów swoich kobiet. Podobny zakaz dotyczy oglądania pań, gdy mają mokre włosy. Dlaczego? Wtedy bowiem widoczne stają się wszystkie dopinki, kleje.

W recenzji dokumentu Chrisa Rocka można wyczytać: Chris w swoim dokumencie zastanawia się, czy zakłady fryzjerskie nie są czasem ostoją rasizmu (jedna z kontrowersyjnych tez dokument brzmi: Afroamerykanki prostują włosy, by sprostać kanonom piękna narzuconym przez białych). „Good Hair”, przewrotnie, opowiada też o tym, co wizyta u fryzjera ma wspólnego z seksem: „tylko nie dotykaj moich włosów”: tak brzmi pierwsza zasada na randce z kobietą, która poświęciła naprawdę mnóstwo czasu i pieniędzy na to, by wyglądać dobrze. Chris Rock nie ma wątpliwości: seks nie jest już tabu, prawdziwym tabu stały się włosy.

W omawianym dokumencie Afroamerykankom zadano jedno, najważniejsze pytanie: jakie chcą mieć włosy?. Odpowiedź była zawsze ta sama- Takie, jak białe kobiety, Jak z reklam szamponów. Ofiarą takiej gonitwy za niemożliwym jest modelka Naomi Campbell. Jej zdjęcia z wyłysiałą dosłownie głową obiegły jakiś czas temu wszystkie możliwe brukowce. Takie ubytki to efekt długoletnich, drastycznych działań specjalną, mocną pastą do chemicznego prostowania włosów. A teraz wyobraźcie sobie, że identyczne, dość drogie zabiegi wykonywane są na włosach kilkuletnich dziewczynek.

Alternatywą wydają się być dopinane włosy. Z takiej ewentualności korzystają wszystkie gwiazdy, celebrytki marzące o gęstych „bouncy hair” jak z teledysków największych raperów. Jako ciekawostkę podam, że trzecim importerem włosów na świecie jest Wielka Brytania, gdzie zainteresowanie doczepianymi pasmami obejmuje wszystkie kobiety.

Przy okazji opracowywania tego tematu warto skupić się nie tylko na pragnieniu Afroamerykanek, ale również na problemie kobiet z Indii, Chin i Europy Wschodniej. Naturalne włosy mieszkanek wymienionych kontynentów są najbardziej pożądanym oraz najdroższym towarem w świecie fryzjerstwa. Ścięcie włosów w ich przypadku to konsekwencja trudnej sytuacji rodzinnej, biedy czy  kiepskiej sytuacji finansowej.

I tu uwidacznia się najgorszy aspekt tego interesu, bo jak wiadomo, tam gdzie jest szansa na „biznes” pojawia się mafia. Na porządku dziennym są sytuacje, kiedy to spotkanie z gangiem z „branży fryzjerskiej” kończy się napadem i goleniem głowy kobiety na siłę. Ścięte w Indiach włosy są zbierane do worków, myte i wysyłane do salonów fryzjerskich oraz sklepów w Ameryce Północnej i Europie. W trakcie takiej podróży cena towaru gwałtownie wzrasta, a ich wartość potrafi osiągnąć średnio pięć tysięcy dolarów za weave, czyli fryzurę doszytą do siateczki, nałożonej na splecione w warkoczyki naturalne włosy. Jak powiedziały bohaterki tego dokumentu- za odpowiedni efekt gwiazdy są w stanie zapłacić niemałą fortunę, a zwykłe kobiety zadłużyć się…