fbpx
23 Luty, 2020
Warszawa
5 ° C
Do góry
Image Alt

SC Beauty Magazine

Śmiertelna iniekcja kwasu hialuronowego

Kwas hialuronowy jest pospolicie wykorzystywany w medycynie. Począwszy od produkcji składników kosmetyków, a zakończywszy na żelach do iniekcji oraz implantach.Okazuje się, że z pozoru bezpieczne i szybkie procedury iniekcji kwasu hialuronowego mogą zakończyć się tragicznie

Wrocławska prokuratura oskarłyża właścicielkę kliniki chirurgii plastycznej we Wrocławiu o nieumyślne spowodowanie śmierci.

Zabieg dla 53 letniej Marii W. miał okazać doskonałym rozwiązaniem na obwisłe pośladki. Lekarka, która przeprowadzała u kobiety zabieg była przeszkolona z techniki Macrolane.
Jest to metoda powiększania piersi lub pośladków bez konieczności wszczepiania implantów.  Jej światowa premiera odbyła się w Paryżu na początku stycznia 2008 roku podczas corocznego Kongresu Chirurgów Plastycznych. Zabieg z wykorzystaniem wypełniacza jest oceniany jako mało inwazyjny, przeprowadzany w znieczuleniu miejscowym. Średni okres utrzymywania się wypełniacza wynosi ok. 24 miesiące.

Technika ta służy również do:

  • poprawy kształtu ud i łydek,
  • modelowania i korekcji narządów płciowych,
  • kształtowania klatki piersiowej u mężczyzn,
  • korekty deformacji powstałych po zabiegach liposukcji oraz po innych zabiegach.

Jaki pisze Gazeta Wyborcza 31 października 2008 roku w szpitalu MSWiA Katarzyna S. wstrzyknęła Marii W. po pięć ampułek kwasu hialuronowego (po 10 ml) w każdy z pośladków. Wieczorem kobieta wróciła do domu. Zabieg, który miał kosztować 20 tys. zł, kobieta ukryła przed rodziną. Następnego dnia, we Wszystkich Świętych, poszła z mężem i dziećmi na cmentarz. Źle się czuła. Bolała ją prawa noga, miała duszności. Wieczorem gdzieś pojechała – mówiła, że do apteki. Po powrocie położyła się do łóżka. W nocy mąż słyszał, że nie mogła spać. Rano już nie żyła. Z dwóch ran pod pośladkami sączyła się krew i żółta wydzielina.

Prokuratura wszczęła śledztwo. Ustaliła, że kobieta przed operacją nie chorowała. Dzień po niej przyszła do gabinetu Katarzyny S. Skarżyła się na ból prawego pośladka. Był cały zaczerwieniony. Lekarka dała jej ketonal – mocny środek przeciwbólowy.

Powołany przez prokuraturę biegły lekarz stwierdził, że operacja była wykonana nieprawidłowo i miała związek ze śmiercią pacjentki. Jego zdaniem lekarka wstrzyknęła kwas nie do tkanki podskórnej czy śródskórnej, jak powinna, ale do mięśniowej i tłuszczowej, uszkadzając m.in. naczynia krwionośne. W ten sposób otworzyła się droga dla cząsteczek tłuszczu, które przez żyły dostały się do płuc, uniemożliwiając Marii W. oddychanie. Właśnie to „z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością” było przyczyną jej śmierci.

Podczas zabiegu podano jej też zbyt małą dawkę antybiotyku i doszło do zakażenia. Lekarka go nie zdiagnozowała, gdy Maria W. przyszła do niej dzień po operacji, bo zbadała ją niedokładnie. Gdyby zbadała dokładnie, mogłaby zapobiec śmierci pacjentki.

Katarzyna S. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że biegły nie zna się na zabiegach Macroline, a ona wszystko wykonała prawidłowo. Jej obrońca mecenas Ewa Szymecka zarzuca prokuraturze, że od początku uznała winę lekarki, nie biorąc pod uwagę innych możliwych powodów zgonu Marii W. Wytyka śledczym, że nie wykonano badań toksykologicznych i nie ustalono na 100 procent przyczyny jej śmierci.

Lekarce grozi do pięciu lat więzienia.

 

źródło: Gazeta.pl