fbpx
20 Wrzesień, 2019
Warszawa
14 ° C
Do góry
Image Alt

SC Beauty Magazine

W gabinecie na emigracji – Anglia, Hiszpania, Norwegia

Coraz częściej słyszymy, że zagraniczne oferty pracy dla kosmetologa, kosmetyczki, lekarza medycyny estetycznej są bardziej korzystne finansowo. Przyjrzyjmy się jak wygląda praca kosmetyczki na obrzyźnie.

Przeprowadziliśmy anonimowy wywiad z osobami pracującymi w gabinecie w Anglii, Hiszpanii oraz Norwegii. Czy faktycznie lepiej jest pracować za granicą?

Rozmowa z Anią (28 l), która wyjechała do Anglii dwa lata temu. Od pół roku pracuje w gabinecie kosmetycznym, którego właścicielem jest Polak.

– Aniu czy możesz podzielić się z nami swoją opinią jak wygląda praca kosmetyczki w Anglii?
– W Anglii kosmetyczka to inaczej beautician. W Polsce pracowałam ok. 1, 5 roku w zawodzie, później wyjechałam do Anglii i zatrudniłam się jako pomoc w sprzątaniu hotelu. Na początku chciałam tylko podszkolić język i dążyć do tego, żeby samej coś otworzyć. Niestety po pół roku pracy stwierdziłam, że nie mam szans na odłożenie na własny lokal i zaczęłam szukać ofert pracy w internecie. Okazało się, że ludzie z Polski otwierają fajne gabinety kosmetyczne i poszukują osób do pracy. Pan Mariusz (własciciel gabinetu) wolał zatrudnić Polkę, bo poziom wiedzy polskich kosmetyczek od brytyjskich jest o wiele wyższy – no i lepiej się prezentujemy. Na początku zarabiałam 6 funtów za godzinę, dzisiaj 10, ale wiem, że w miarę upływu czasu ta stawka ulegnie zmianie. Nie mam powodów do marudzenia, otrzymuję 12 procent od każdego zabiegu i zawsze jeszcze wpadnie grosz gdy sprzedam dużo kosmetyków.
– A jakie są warunki pracy?
– Pracuję ok. 40 godzin tygodniowo, ale wiadomo różnie to bywa, z resztą Pan Mariusz idzie mi na ręke jeżeli w danym dniu muszę się zwolnić lub coś załatwić. Pieniążki dostaję przelewem raz w tydodniu.
– Powiesz nam coś o klientach?
– Do mojego gabinetu zaglądają ludzie o różnym kolorze skóry i różnej narodowości. Wiadomo, że najczęściej są to Angielki. Wydają masę pieniędzy na kosmetyki. Oczywiście największy ich problem to niestety nadwaga, a zabiegi wyszczuplające bez wprowadzenia diety nie dają super efektów. Są bardzo miłe i z resztą bardzo chwalą moją pracę. Często dostaję wysokie napiwki. Raz zdarzyła mi się nauczycielka angielskiego, z którą się dogadałam, że będzie mnie szkolić z lepszego angielskiego.
– Czy uważasz, że żyje Ci się lepiej niż w Polsce?
– Z jednej strony bardzo tęsknie za rodziną, a z drugiej już nie pracuje po 12 godzin, prawie 7 dni w tygodniu. W Anglii jest tak, że czasami pracuję 8 godzin, a czasami wychodzę wcześniej gdy nie mam umówionych klientek. Z pensji mogę spokojnie opłacić pokój i zostaje mi sporo do odłożenia.
– Chcesz otworzyć własny gabinet?
– Powiedzmy, że na razie jest to tajemnica.
– Dziękuję i życzę Ci powodzenia.

Rozmowa z Ewą(31l.), 4 lata temu wyjechała do Hiszpanii do pracy.

– Ewo zdradź nam proszę jakieś ciekawostki z pracy kosmetyczki w Hiszpanii.
– Moi znajomi, z którymi chodziłam na kurs hiszpańskiego wyjechali kilka lat temu do Hiszpanii. Gdy oswoili się z tym krajem zaproponowali mi pomoc w znalezieniu pracy. Wyjechałam w lecie i nigdy tego nie zapomnę. Wizja wspaniałej Hiszpanii runęła w gruzach po kilku dniach. Niesamowite upały dały mi w kość bardziej niż najgorsze mrozy w Polsce. Do tego wszystkiego miałam straszny problem z językiem, nie potrafiłam zrozumieć podstawowych zwrotów. A dogadać się z Hiszpanami po angielsku to utopia. Chciałam rozpocząć pracę, ale nie zdawałam sobie sprawy, że nie będę mogła zrozumieć pracodawców. Na jakiś czas zatrudniłam się jako opiekunka do dzieci, pracowałam z Kolumbiją, dzięki której załapałam o co chodzi w języku. Później znalazłam dosyć ciekawą ofertę pracy w jednym z salonów w Alicante. Zaproponowali mi 900 euro na miesiąc, praca od poniedziałku do niedzieli, z wyłączeniem środy. Było bardzo cięzko, ale dawałam sobie radę. Gdy nabrałam wprawy własciciele zaproponowali mi 1200 euro miesięcznie, dzisiaj jest to 1400 plus procent od sprzedanych kosmetyków. Praca już mnie tak nie wykańcza, Hiszpanie są bardzo chłonni jeżeli chodzi o sprzedaż usług. Nie znoszę tylko metroseksualistów, gejów i transwestytów, którzy częściej biegają na zabiegi aniżeli babki. W między czasie zrobiłam kurs wizażu, dzięki któremu zarabiam dodatkowe pieniądze.
– A jacy są Hiszpanie?
– Oj zupełnie inni niż Polacy. Przede wszystkim dużo mówią, dzielą się swoimi problemami, kobiety obgadują mężczyzn, a mężczyźni często składają niemoralne propozycje. W każdym bądź razie zawsze jest ciekawie.
– A czy żyje Ci się lepiej niż w Polsce?
– Ktoś mógłby powiedzieć, że zarabiam mało. Proszę mi uwierzyć, że wynajmuje duże mieszkanie, za które płacę 400 e i pozostaje mi sporo pieniędzy na życie, które jest tańsze niż w Polsce. Przykładowo oliwa z oliwek 3 e, chleb 1 e itd. Najdroższe są przejazdy, ale jak się ma samochód to nie ma problemu.
– Myślałaś o własnym gabinecie?
– Nie, ja i tak czasem wykonuję zabiegi w domu klienta i jest to czysty zarobek dla mnie.
– Dziękuję i życzę Ci powodzenia.

Rozmowa z Elżbietą (26l.), która wyjechała 3 lata temu do pracy w Norwegii.

– Elu, gdzie znalazłaś tę pracę? Podziel się z nami swoimi doświadczeniami?
– Jak ukończyłam studium wyjechałam do Norwegii z moim chłopakiem do pomocy przy farmie. Praca była ciężka, ale bardzo opłacalna, po trzech miesiącach odłożyliśmy we dwójkę 34 tys. Potem mój chłopak konczył studia, a ja chciałam się załapać na jakiś staż. Przyjęła mnie znajoma, ale niestety nie dogadywałyśmy się. W następne wakacje postanowiliśmy, że wyjedziemy na trochę i odłożymy na mieszkanie w Polsce. Ze słownikiem w ręku przeglądaliśmy oferty pracy. Znaleźliśmy fabrykę wędlin niedaleko Oslo. Największym problemem był wynajem mieszkania (ok. 5000 tys. zł.), dlatego wybraliśmy właśnie tę fabrykę,gdyż pracodawca zapewniał mieszkanie. Po pół roku znalazłam bardzo ciekawą ofertę pracy w SPA w centrum Oslo, niestety mój norweski był słaby, ale okazało się, że biegły angielski jest wystarczający. Rozpoczęłam pracę, najpierw jako pomoc później sama wykonywałam zabiegi, z resztą w tym hotelu było więcej obcokrajowców, aniżeli Norwegów.
– A jak z zarobkami?
– Na początek zaoferowano mi 8 koron za godzinę, praca 37 godzin tygodniowo. Dzisiaj dostaję 14 koron za godzinę, dodatkowo otrzymuję wysokie napiwki. Wynajęlismy (z obecnym mężem) małe mieszkanko na peryferiach Oslo, kupiliśmy w Polsce sachód i jesteśmy szczęśliwi. Co prawda życie nie nalezy do najtańszych, ale gdy wie się gdzie robić zakupy to wcale nie jest tak źle. Niedługo planujemy powiększyć rodzinę, a dzięki wspaniałej opiece socjalnej będę mogła przez dwa lata siedzieć w domu z dzieckiem i nauczyć się bycia mamą i żoną.
– A jacy są Norwegowie?
– Norwegowie to dziwny naród, jedni są wspaniali, bardzo przyjaźni, inni zamknięci i skąpi. Z resztą nie wydają dużo na zabiegi. Tak jak mówiłam do tego SPA, w którym pracuję przychodzą w większości obcokrajowcy.
– Myślałaś o czymś własnym?
– Nie ma szans, nie stać mnie na wynajem lokalu.
– Dziękuję i życzę Ci powodzenia.