fbpx
20 Lipiec, 2019
Warszawa
29 ° C
Do góry
Image Alt

SC Beauty Magazine

W Łodzi powstał pierwszy na świecie zakład psychodermatologii

W łódzkim Uniwersytecie Medycznym powstał pierwszy na świecie Zakład Psychodermatologii. Kieruje nim prof. Anna Zalewska. Ma już kilka doktorantek i magistrantkę z Holandii.

Czym się zajmują łódzcy pionierzy? Zależnością między tym, co się dzieje w głowie pacjenta, i tym, co widać na jego skórze. – Od dawna wiadomo, że pokrzywka, łuszczyca, atopowe zapalenie skóry zaostrzają się pod wpływem stresu – tłumaczy prof. Zalewska. – W stresie kora nadnerczy wydziela hormony. Trafiają do krwi, łączą się z receptorami skóry i pobudzają gruczoły łojowe. Są też choroby psychiczne manifestujące się na skórze. Miałam już pacjentów, którzy widzieli na niej zarazki i je zdrapywali, raniąc całe ciało.

Choć prof. Zalewska stworzyła pierwszy na świecie ośrodek zajmujący się nową gałęzią medycyny, zastrzega, że wcale jej nie wymyśliła: – Od lat 80. dermatolodzy coraz więcej mówią i piszą o psychologicznych źródłach chorób skóry. Z takim podejściem zetknęłam się na stypendium w Leeds. Wróciłam do Polski, robiłam to, czego nauczyłam się w Anglii. Kiedy zrobiłam habilitację, udało się przekonać władze uczelni do stworzenia zakładu.

Prof. Zalewska publikuje w zagranicznych pismach, jeździ na międzynarodowe konferencje. Stąd zna ją Olivia Heringa, studentka psychologii z Maastricht. Do Łodzi przyjechała na początku roku. Do końca lipca ma zrobić badania i napisać pracę magisterską.

Promotorka ze studentką przekonały prof. Andrzeja Kaszubę, wojewódzkiego konsultanta ds. dermatologii i ordynatora w Szpitalu im. Biegańskiego w Łodzi, by projekt realizować w jego klinice. Tytuł pracy brzmi: „Wpływ muzyki na poziom stresu u pacjentów z przewlekłymi chorobami skóry”. – Będę puszczać Mozarta pacjentom z dermatologii – mówi Heringa. – Każdy, kto się zgodzi, będzie go słuchał trzy razy dziennie. Po seansie poproszę o próbkę śliny, w której zmierzymy poziom hormonów odpowiedzialnych za stres. Będzie porównany z wynikami próbek pobranych w dniu bez muzyki.

Olivia zakłada, że zadziała „efekt Mozarta”, czyli pacjentom słuchającym muzyki powinno się poprawić samopoczucie.

 Źródło: Wyborcza / Rynek Zdrowia